Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/bonos.na-meski.czeladz.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
yła go do łóżeczka. Nie miała ochoty rozsta¬wać się z nim ani na moment. Całe jej dotychczasowe życie zostało wywrócone do góry nogami. Nie wiedziała, co po¬cznie dalej, ale jedno było pewne - ona i Henry będą odtąd nierozłączni.

- Czy pan Merchant znalazł coś niezwykłego albo zauważył, że czegoś w domku brakuje? - Nie mogę rozmawiać o szczegółach prowadzonego śledztwa, Sayre. Jestem pewien, że to zrozumiesz. Sayre rozumiała doskonale. Szeryf się usztywnił. - Nazywasz to sprawą kryminalną. Czy to oznacza, że zmieniłeś zdanie co do rzekomego samobójstwa Danny'ego? - Samobójstwo to również przestępstwo i powinno zostać poddane śledztwu. - Rudy pochylił się do przodu i dodał łagodnie: - Po prostu staramy się być dokładni, to wszystko. Chcemy mieć stuprocentową pewność, że podczas połowu ryb w Bayou Bosquet Danny z jakiegoś powodu postanowił nagle odebrać sobie życie. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się wszystkiego. - Zostawił list? - Niczego takiego nie znaleźliśmy. Może Danny uznał, że skoro nie jest wystarczająco ważny, aby jego siostra porozmawiała z nim przez telefon, nie musi się fatygować pisaniem listu pożegnalnego. Niemniej Sayre powiedziała: - Nie sądzisz, że to trochę dziwne? - Przynajmniej w połowie samobójstw, jakie znam, denaci nie zostawiali żadnej wiadomości. - Szeryf spojrzał na nią łagodnie i dodał: - Prawda jest taka, że ludzie w takim stanie umysłowym nie potrafiliby wytłumaczyć samym sobie, dlaczego to robią. W takich przypadkach ci, których samobójcy pozostawiają na tym padole łez, muszą zaakceptować nieodwracalne. Była to piękna przemowa, ale nawet gdyby Rudy Harper poklepał ją teraz po głowie jak pieska, nie mógłby być bardziej protekcjonalny. Hołdował starym dobrym zasadom męskiego świata, i choć Sayre należała wprawdzie do rodziny Hoyle'ów, to i tak była tylko kobietą. - Co z wędkarzami, którzy odkryli ciało? - Jeśli ich o coś posądzasz, to powiem ci, że zostali oczyszczeni z wszelkich podejrzeń. Były z nimi ich żony i uwierz, to, co zobaczyły, wstrząsnęło nimi do głębi. Nie mamy żadnych powodów, by przypuszczać, że ci ludzie byli kimś więcej niż tylko niefortunnymi przypadkowymi świadkami. - Opowiedz mi o Genie Iversonie - poprosiła Sayre. - Hę? Celowo tak gwałtownie zmieniła temat. Chciała zobaczyć, jaką reakcję wywoła wzmianka o tym nazwisku. Doczekała się. Szeryf pobladł. - Dziś rano, zaraz po otwarciu biblioteki, znalazłam mikrofiszę. Sprawozdania lokalnych gazet na ten temat były absurdalnie subiektywne i niepełne, przeczytałam więc artykuł z „Times-Picayune", opowiadający o zniknięciu Iversona, aresztowaniu Chrisa i procesie. Sayre miała teraz lepsze rozeznanie w faktach dotyczących rozprawy brata. Eugene Iverson pracował dla Hoyle Enterprises. Niemal od pierwszego dnia zaczął organizować oddział związków zawodowych hutników. Chociaż wykonywał swoją pracę bezbłędnie, narażał się dyrekcji, podjudzając innych rozczarowanych robotników. Wreszcie zagroził zorganizowaniem strajku, jeżeli warunki pracy się nie polepszą, a przepisy BHP opracowane przez OSHA[z ang. - Agencja Bezpieczeństwa Pracy i Zdrowia] nie zostaną w pełni wprowadzone w życie i surowo przestrzegane. Groźba strajku poruszyła pracowników lojalnych wobec Hoyle'ów - lub przez nich zastraszonych. Wielu z nich nie podobała się interwencja związków zawodowych i odmówili wstąpienia w ich szeregi. Rozłam spowodował tarcia między hutnikami i oczywiście spadek produkcji. Huff, pragnąc uniknąć nadmiernego rozgłosu, interwencji OSHA i utworzenia oddziału unii, zwołał spotkanie dyrekcji odlewni z Gene'em Iversonem, z nadzieją osiągnięcia

co wpływała zarówno jego kariera, jak i zmienne humory Delilah.
W pierwszej chwili prawie uwierzył, ale zepsuła wszystko, śmiejąc się głośno:
– I dlatego jestem w Kalifornii.
Ani śladu Jennifer.
po napięciu mięśni, kiedy zbliża się koniec zestawu.
Najważniejsze to ją odnaleźć. Ale nie miał żadnych tropów, więc uznał, że jedyne, co może
wody i włączył ekspres.
Jakimś cudem, chociaż się kochali, odchodzi od niego.
Martinez polecenia, gdy, opuściwszy miejsce zbrodni, szli do samochodu. – Dzięki nim
dziecko, żeby powstrzymać mężczyznę przed tym, co we własnym mniemaniu musi zrobić,
lnic więcej.
stabilna psychicznie. A Bentz... I tak nie miał jej dosyć. Nawet rozwód go nie wyleczył.
Był już wtedy zaledwie cieniem samego siebie, pijakiem, który miał w nosie pracę. LAPD
horyzontem. Na niebie ścieliły się pasy różu i fioletu i nagle poczuła, że nie wytrzyma na

- Co o tym myślisz? - zagadnął Mark.

– Owszem. Przestałem pić po śmierci Jennifer.
spojrzeniem zarezerwowanym dla pedofili, wsiadła do zielonej hondy i odjechała. Poprawiła
Siódemka, pokój narożny, nie różnił się pod tym względem od innych. Numer zwisał

Jonas Hayes zaklął pod nosem. Był zmęczony. Padał z nóg. Poprzedniego dnia za dużo

całkowicie przekształcić w mleczny płyn. Ale Huff nawet nie spojrzał na bałagan. Nie zapomniał jednak zabrać ze sobą pistoletu. Sayre zasuwała właśnie swoją torbę podróżną, gdy ktoś zapukał do drzwi pokoju hotelowego. Odsunęła zasłonkę na małej szybie i wyjrzała. - Rudy? - Zaniepokojona, otworzyła drzwi. - Co się znowu stało? - Nie chciałem cię przestraszyć, Sayre. Nic się nie stało, przynajmniej nic o tym nie wiem. - Szeryf zdjął kapelusz. - Mogę wejść? Sayre zaprosiła go do środka i pokazała na torbę. - Ledwo zdążyłeś. Zarezerwowałam lot z Nowego Orleanu dziś po południu. - Wracasz do San Francisco? - Tam właśnie mieszkam. - Myślałem, że może ty i Beck... - Nie. Dziś rano ostatecznie nakreśliła niewidoczną granicę. Ona stała po jednej stronie, Huff i Chris po drugiej. Zastanawiała się, pakując swoje rzeczy, czy wyrzucić sznur odpustowych koralików, które kupił jej Beck, czy też zabrać ze sobą. W końcu owinęła je w podkoszulek i włożyła do torby. Jedno wspomnienie. Mogła sobie na to pozwolić. - Nie zobaczę się już z Beckiem przed wyjazdem. - Ha. No cóż. - Szeryf rozejrzał się po pokoju, jakby nie wiedział, co ma teraz powiedzieć. Kiedy znów na nią spojrzał, Sayre dostrzegła w jego oczach ból. - Rozmawiałaś dziś rano z Huffem? - spytał. Zamiast wyjaśnić, po co tu przyszedł, zadawał coraz bardziej kłopotliwe pytania. - Tylko w obozie rybackim. Znów zdawał się odpłynąć gdzieś myślami. Minęło kilka chwil. - Nie mam zbyt dużo czasu, Rudy. - Powiedziała wreszcie Sayre. - O czym chciałeś ze mną porozmawiać? Czy to coś, co dotyczy Danny'ego lub Watkinsa? - Nie. Ta sprawa jest właściwie zakończona. - Dlatego właśnie mogę wracać do domu. Przysięgłam sobie, że pozostanę w Destiny, dopóki się nie dowiem, co się stało z moim młodszym bratem. Teraz mogę wrócić do normalnego życia. Szeryf skinął głową z nieobecnym wyrazem twarzy, jak gdyby nie usłyszał jej słów. Odchrząknął. - Sayre, biorę pełną odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny i nie zamierzam nimi obarczać nikogo innego. Nigdy nie wystawiłbym do wiatru Huffa i chcę, żebyś to wiedziała. Sayre skinęła głową, chociaż nie miała pojęcia, do czego Harper zmierza. - Zawieraliśmy układy w wielu sprawach i nie jestem z tego dumny. Na początku nagięcie kilku zasad wydawało się czymś dość niewinnym, a potem, sam nie wiem, chyba po prostu wpadłem w to zbyt głęboko. Jak w sieć. Nie mogłem znaleźć drogi powrotnej. - Uniósł ręce w geście bezradności, jakby prosił ją o zrozumienie i wybaczenie. - Co się stało, to się nie odstanie. Nie mogę cofnąć się w czasie i naprawić zła, jakie wyrządziłem. Przyszłość jest jednak inna. Mówię ci to, ponieważ chcę, żeby ktoś wiedział, jak się sprawy mają, na wypadek gdyby... gdyby stało się coś złego, a mnie już tu nie będzie jako świadka prawdy. - Prawdy o czym? - Beck Merchant jest Charlesem Nielsonem. Pokój zawirował jej przed oczami. - Co takiego? - Mam swoich ludzi w Nowym Orleanie, prywatnych detektywów. Sprawdzali Nielsona dla
służby, więc naturalną koleją rzeczy zrzekła się prowadzenia gospodarstwa na rzecz Selmy, opiekuńczej kobiety w średnim wieku, jak wówczas sądzili. Teraz jej wiek stał się dla wszystkich zagadką. Nie mogła ważyć więcej niż pięćdziesiąt kiło, ale była silna i wytrzymała niczym młoda wierzba. Kiedy pojawiły się dzieci, Selma stała się ich nianią. Po śmierci Laurel, Danny, jako najmłodsza pociecha, potrzebował najwięcej czułości. Selma matkowała mu i od tego czasu łączyło ich coś szczególnego. Dlatego tak bardzo przeżywała jego śmierć. - Widziałem bufet w jadalni - rzekł Chris, odstawiając na wiklinowy stolik talerz z nietkniętym jedzeniem. - Nie sądzisz, że ten nadmiar jedzenia i alkoholu jest nieco wulgarny? - Nigdy nie zaznałeś dnia głodu w swoim życiu, nie masz więc prawa osądzać, czy na stole jest za dużo jedzenia. W głębi duszy Huff również uważał, że może nieco przesadził z hojnością, ale przez całe życie pracował jak szaleniec, żeby zapewnić dzieciom to, co najlepsze, i teraz też nie zamierzał niczego skąpić. - Zamierzasz mi teraz przypominać, jaki jestem niewdzięczny za to wszystko, co posiadam, i że nie mam pojęcia, co to znaczy żyć bez podstawowych rzeczy, jak wy za młodu? - Cieszę się, że tego doświadczyłem. Dzięki temu postanowiłem nigdy więcej nie cierpieć z powodu ubóstwa i osiągnąłem obecną pozycję. Ty zaś dzięki mnie jesteś tym, kim jesteś. - Spokojnie, Huff. - Chris przysiadł na jednym z foteli bujanych. - Znam to wszystko na pamięć. Wyssałem tę wiedzę z mlekiem matki. Nie musimy dziś przerabiać wszystkiego od początku. Huff poczuł, że ciśnienie wraca mu do normy. - To prawda, nie musimy. A teraz wstań. Mamy kolejnych gości. Chris stanął u jego boku, obserwując kolejną parę, wspinającą się ku nim po schodach. - Jak leci, George? Witaj, Lila. Dziękuję, że przyszliście - powiedział Huff. George Robson ścisnął Huffa swoimi obiema dłońmi. Były wilgotne, miękkie i blade. Jak cały George, pomyślał Huff z obrzydzeniem. - Danny był wspaniałym młodym człowiekiem, Huff. Najlepszym, jakiego znałem. - Masz absolutną rację, George. - Huff cofnął rękę, z trudem powstrzymując się od wytarcia jej o nogawkę spodni. - Dziękuję za te słowa. - To bardzo tragiczne wydarzenie. - Święta prawda. Dużo młodsza od George'a jego żona nie mówiła nic, ale Huff zauważył sprytne spojrzenie, jakie posłała Chrisowi, który uśmiechnął się do niej i rzucił: - Lepiej zabierz swoją ślicznotkę z tego upału do środka, George. Wygląda tak słodko, że zaraz się roztopi. Poczęstujcie się jedzeniem. - W domu jest mnóstwo ginu, George - dodał Huff. - Każ jednemu z barmanów przyrządzić drinka w wysokiej szklance i niech nie dolewają za dużo toniku. Mężczyzna wydawał się zadowolony z tego, iż Huff pamiętał o jego ulubionym napoju. Pospiesznie wprowadził żonę do środka. Kiedy już nie mogli ich usłyszeć, Huff zwrócił się do Chrisa: - Od kiedy sypiasz z Lilą? - Od zeszłej soboty po południu, kiedy George był na rybach z synem z pierwszego małżeństwa. Na tym polega przewaga drugich żon - dodał Chris z uśmiechem. - Zazwyczaj w pobliżu pałęta się jakieś potomstwo, które dostarcza ich mężom zajęcia przynajmniej przez dwa weekendy w miesiącu. Huff skrzywił się na te słowa.
- Co rozumiesz?

– Tak. Na przykład golf. Albo wędkarstwo. Przecież nad zatoką świetnie się łowi.

Nie.
Milczał przez chwilę, wreszcie postanowił odpowiedzieć.
- Ja? Ale ja go wcale nie kocham!